"Reklama – uśmiechnięte ścierwo" według Oliviero Toscaniego.

Wszechobecna i nieuznająca żadnych reguł. Niebezpieczna, szokująca, wzruszająca. Reklama. Choć stykamy się z nią na co dzień, zwykle przechodzimy obok, nie zwracając uwagi na billboardy, standy, czy powierzchnie wielkoformatowe rozwieszone na ścianach budynków. Dlaczego? Bo większość reklam jest to prostu… nudna.
Sposób na nudną reklamę znalazł włoski fotografik – Oliviero Toscani. Toscani współpracował z włoskim VOGUE’m, stworzył też kampanię dla Jesus Jeans, gdzie hasło „Jeśli mnie kochasz podążaj za mną” towarzyszyło plakatowi, na którym było widać tylko pupę modelki w krótkich, obcisłych jeansach… Kto nie widział – warto zgooglować.
Jednak sławę i rozgłos Toscami zyskał dzięki współpracy z Benettonem w latach 90. Dla odzieżowego potentata współtworzył nie tylko gazetę Colors, ale również serię zdjęć promujących… No właśnie. Co? Na pewno nie kolorowe ubrania, z których słynie marka.
Toscami, jak sam mówił, nie chciał po prostu robić zdjęć „zwykłym” ubraniom. Zdjęcia, zawsze opatrzone zielonym logo Benettona, przedstawiały więc kopulujące konie, cmentarz, dopiero co narodzone dziecko z nieodciętą jeszcze pępowiną, ostatnie chwile Davida Kirby’ego[1] (mężczyzny chorego na AIDS), czy księdza całującego zakonnicę…
To ostatnie zdjęcie nawet (uwaga!) pojawiło się na chwilę na ulicach liberalnej, jakby się mogło wydawać, Warszawy. Banner zniknął po… 24-dniowej wizualizacji. Sytuacja miała miejsce na początku lat 90., ale ciekawa jestem jak warszawiacy zareagowaliby na nią dziś? Czy taka reklama zostałaby w ogóle zauważona wśród plakatów skąpo ubranych, długonogich modelek?
Wydaje się, że szok i zaskoczenie gwarantują zainteresowanie odbiorcy. Że tylko to, czego tak naprawdę nie chcemy widzieć na co dzień, o czym staramy się nie myśleć (bo to jest smutne, nieprzyjemne, bolesne…) – jest w stanie wywołać w nas jakieś emocje.
Przecież łatwiej jest nie myśleć np. o anoreksji, zresztą, być może są jeszcze ludzi, którzy nie wiedzą, że taka choroba w ogóle istnieje. Kiedy we Włoszech (2007) ukazała się ostatnia (jak na razie) słynna sesja Toscaniego – fotograf pokazał na zdjęciach Izabellę Caro – kobietę chorą na anoreksję. Za tą społeczną reklamą (bo nie można nie użyć tego określenia w stosunku do całej akcji) stała odzieżowa firma Nolita. Marka zyskała rozgłos, a problem choroby przestał być tematem tabu, w każdym razie – nie można już go ignorować.
W 2000 roku Toscani zakończył współpracę z Benettonem. 5 lat później brał udział w kampanii kolejnej marki odzieżowej (RA-RE), która posłużyła mu jako medium do wypowiedzenia się na temat akceptacji mniejszości seksualnych. Zdjęcia uśmiechniętych, przytulonych, czy nachylających się nad wózkiem mężczyzn nie rozbudziły jednak jak na razie zaciętej dyskusji. Czyżby Toscani przestał szokować? A może to społeczeństwo stało się bardziej tolerancyjne i wyrozumiałe?
Niezależnie jednak od tych czynników – reklama na pewno spełniła swoją funkcję: została zapamiętana.
Na koniec przykład innej, nietypowej reklamy, reklamy Boga, która pojawiła się kilka lat temu na ulicach Florydy. Takie zdania, z podpisem Bóg, pojawiły się na autobusach, czy w metrze.
„Spotkajmy się w moim domu w niedzielę przed meczem” - Bóg
„Musimy porozmawiać” - Bóg
„Lubię wesela, zaproś mnie na swój ślub” - Bóg
„Teoria Wielkiego Wybuchu? Chyba żartujesz...” - Bóg
„Powiedz dzieciom, że je kocham” - Bóg
„Potrzebujesz doradcy małżeńskiego? Jestem gotów” - Bóg
Niewątpliwą zaletą reklamy jest to, że daje szansę, aby każdy produkt mógł być reklamowany na równi z innymi. Jeśli więc zastanawiasz się, jak się zareklamować - wykorzystaj dobrze tę możliwość.[2]
[1] http://www.olivierotoscanistudio.com/ (16.02.2010)
[2] Inspiracją autorki do napisania artykułu była twórczość Toscaniego oraz jego książka – „Reklama – uśmiechnięte ścierwo”.






Dodawanie komentarza
Jeśli chcesz dodać komentarz, zaloguj się.
Komentarze
Brak komentarzy.