By język powiedział, o czym głowa myśli…

Nie jesteśmy w stanie przeniknąć do umysłu drugiego człowieka, zgłębić jego tajemnic i myśli, dlatego też swoją drogę poznania zaczynamy od tak błahych rzeczy, jak wygląd zewnętrzny. Choć często taka pierwotna ocena jest zniekształcona, nie mamy innej możliwości, jak tylko zdać się na zmysły i z uwagą lustrować spotykanych ludzi. Nie na darmo dbamy o prezencję – kto chciałby być postrzegany przez społeczeństwo jako abnegat? Jednak w pogoni za rzeczami materialnymi zapominamy o czymś, co może zniweczyć wszelkie starania. O kulturze języka. Jej braków nie sposób omotać szalikiem, przypudrować, zakryć najdroższym płaszczem.
Język to środek wyrazu, jakim kreujemy swoją osobowość. Przekazuje on mnóstwo informacji o nas samych (często więcej, niż byśmy sobie tego życzyli) i społeczeństwie, w jakim przebywamy. Wystarczy kilka wypowiedzianych słów, by móc domyśleć się pochodzenia, wykształcenia, sposobu spędzania wolnego czasu, a nawet schorzeń. Oczywiście, nie zawsze są to trafne przypuszczenia, jednak trudno zaprzeczyć, że często to nie my kreujemy słowa, a słowa nas. Niedopuszczenie do siebie tej myśli sprawia, że padamy ofiarą broni, którą w sobie nosimy.
Zanim wyjdziemy z domu, spoglądamy ostatni raz w lustro – przysłowiowy rzut oka, czy wszystko jest na swoim miejscu – i już można dać się porwać szumnemu życiu miasta. Dlaczego mnóstwo osób nie robi tego samego, gdy chce słowami wyrazić swoje przemyślenia? Czyżby we znaki dało się niedbalstwo, lenistwo? Być może, bo jak inaczej wytłumaczyć wszędobylskie językowe potworki… Chociażby pochodzące z gwary śląskiej słowo „se”, skrócona wersja „sobie” – tak bardzo spopularyzowało się na terenie całego kraju, że stało się częścią mowy potocznej. I coraz częściej robimy se śniadanie, piszemy se wypracowania. Wypowiedzenie dwóch sylab zamiast jednej jest dla niektórych nie lada wyzwaniem. Zanika także różnica między rodzajem żeńskim i męskim w odmianie czasowników; forma „przyszłem”, „poszłem” jest tak bardzo rozpowszechniona, że wciąż można natknąć się na plotki, jakoby Rada Języka Polskiego dopuściła je do użytku jako niekoniecznie poprawne, lecz dopuszczalne. Podobnie rzecz ma się z „tu pisze” i „tu jest napisane”.
Na forach internetowych roi się od ciekawych neologizmów. O radę proszą sflustrowane kobiety chcące kupić ładny perfum, albo filtrujących ze sobą nastolatków (aż chciało by się zapytać – co też tak filtrujecie?). Jednak prawdziwym koszmarem dręczącym osoby, którym leży na sercu dbałość o język ojczysty, jest partykuła bynajmniej, nagminnie mylona z przynajmniej. Nawet filozofom nie śniło się, że te dwa zupełnie odmienne słowa staną się dla wielu ciekawym synonimem. Choć wyrazy mają całkiem odmienne znaczenie, nietrudno natknąć się podczas sieciowej podróży na zwolenników komicznej alternatywy - mających bynajmniej w tym względzie rację!
Wyniki badań opinii społecznej są przerażające – w 2008 roku tylko 38 procent Polaków przeczytało przynajmniej jedną drukowaną książkę (za OBOP). Coraz więcej czasu spędzamy przed odbiornikiem telewizyjnym; z niego czerpiemy wiedzę o najnowszych wydarzeniach, odprężamy się i relaksujemy przy programach rozrywkowych. Nie wpływa to korzystnie na kulturę języka – świat niesamowicie się skurczył, zalewa nas ogromna fala zapożyczeń z języka angielskiego. I tak poznajemy nie uczestników, a celebrytów show zasiadających w green roomie. Inwencja twórcza sięga dalej – nie ma już występów, tylko wykony. Pula nagród to nie sto tysięcy złotych, lecz sto tysi. Nic więc dziwnego, że nastolatki nie mówią „kocham”, lecz lowciam. Kto w dzisiejszym świecie korzysta z telefonu? Pewnie ten, kto nie ma fona.
Zwolenników niedbałości językowej jest mnóstwo. Wystarczy zaryzykować i spacerować w najbardziej ruchliwych miejscach miast, by stać się świadkiem dziwnej ewolucji. To normalne, że język się zmienia – anachronizmem byłoby częste używanie np. „onegdaj”, „azaliż” i innych zabytków mowy. Ale to, co czynimy jako społeczeństwo z ojczystą mową, jest wielokrotnie bardziej przerażające niż najstraszniejszy horror. Wielokrotnie wystawiamy sobie nie najlepsze świadectwo, decydując się zabrać głos. Aż strach pomyśleć - może za kilkanaście lat przepaść językowa będzie tak ogromna, że różnica dwóch pokoleń stanie się większym problemem niż krótka pogawędka a obywatelem Chin.
Joanna Waliszewska






Dodawanie komentarza
Jeśli chcesz dodać komentarz, zaloguj się.
Komentarze
2010-04-07 22:43
Warto wspomnieć o niedbałosci językowej w zakresie wymowy, ktorą nagminnie propaguje choćby krajowa telewizja. Np. w "Tancu z gwiazdami"...
Czytaj więcej » Warto wspomnieć o niedbałosci językowej w zakresie wymowy, ktorą nagminnie propaguje choćby krajowa telewizja. Np. w "Tancu z gwiazdami" prowadzący, aktorzy z wyksztalecenia, notorycznie zachęcają, aby głosować na "te pare" zamiast na "tę parę". I to mają być profesjonaliści! Dlaczego się na to pozwala? Za takie blędy dzieci w podstawowce dostają pałki! Co niepokojące, to uproszczenie wymowy jest powszechne wśrod wielu osob wypowiadających się publicznie. Jeżeli młodzież czerpie wzorce z telewizji, nie ma się czemu dziwić.